czwartek, 15 stycznia 2015

reddish wall gorgeous girl.


 Czuję się ostatnio dziwnie. Ze stanu tak wielkiego uskrzydlenia przechodzę w nieustająco kłujący smutek prosto z tumblra, soupy i innych weheartit. Lubię te chwile sam na sam z nikim innym jak tylko ze mną i równocześnie tak cholernie brakuje mi  dotulenia rąk znajomych. Bo mimo, że naprawdę czytam tego utopijnego Homera i Wergiliusza defraudanta, zdecydowanie częściej niż bym sobie tego życzyła, to czasami jeszcze zdarzy mi się wyjrzeć przez okno. I wtedy widzę tych wszystkich otaczających mnie ludzi, tak bardzo inspirujących i zatopionych we własnych planach, nadziejach i  talentach i chciałabym mieć taki talent, no… bardzo bym chciała. Wiecie, taki że ktoś, goniący w amoku za czymś zupełnie bez sensu, zatrzymałby się i powiedział „wow”, „kurcze” i te wszystkie inne słowa, które tak naprawdę nie mają większego znaczenia.
 A zaraz potem nie umiem zasnąć w tę noc, jakby kompletnie pozbawioną księżyca i myślę sobie, jak wielkie szczęście mnie spotkało, że mogłam właściwie poznać tych ludzi. I są dwie rzeczy których mogę być  absolutnie pewna. Pierwsze to to, że nie chcę niczego zmieniać. Bo możliwe, że zupełnie się nie rozumiem, ale tak naprawdę zaczyna mi się to podobać. I owszem, wiem, że skoro MI jest trudno ogarnąć własne ego, to dla innych jest to tak ciężkie, że graniczy z cudem. A drugie – ten wywód zupełnie nie nadaje się na bloga o tematyce modowej. Ale może ktoś dotrwał do końca. Jeśli tak – gratuluję. 












koszula - mohito // spodnie - butik italia // buty - tally weijl // płaszcz - moodo // szal - gift


PHOTO BY